Moje zmagania z depresją

„Co Cię nie zabije…….

…., to Cię wzmocni”. Tak mawiają optymiści czyli niedoinformowani realiści. Realia są bowiem takie, że niemal zawsze takie zdarzenie pozostawia po sobie trwałe uszczerbki ciała i ducha. Yesli chodzi o ciało, to fakt jest widoczny, a brak ręki lub nogi nie budzi niczyich wątpliwości. Gorzej jeśli chodzi o psyche. Tu trudno jest się zorientować czy i jakich spustoszeń dokonało owo zdarzenie, które nie zabiło. Zawsze można sobie zawiesić tabliczkę na szyi lub przygotować t-shirt z nadrukiem np.: „cierpię na zespół stresu pourazowego” wersja short i z dopiskiem”…… ,więc jestem…..”, wersja long sugerująca wiele możliwości.  Znając jednak przewrotność i złośliwość bliźnich należy założyć, iż większość wersje long uzupełni w myślach: ” idiotą”, lepiej więc ograniczyć się do wersji mniej poetyckiej lub zastosować formę reklamową np. : ” I Love Prozac”.  Można wtedy spróbować wyciągnąć łapkę po jakieś kieszonkowe do producenta Prozacu jako żywa, jeszcze, reklama jego produktu. No i właśnie wpadłem na taki pomysł, że zmienię tytuł tej witryny na takie właśnie hasło propagandowe i po jakimś czasie wyciągnę łapkę do producenta, a wujek Google pewnie mnie lepiej zindeksuje 🙂

Wróćmy jednak do zabijania. Zabijanie jest jedną z form destrukcji. Destrukcja zaś, to jest właśnie, to co robimy najlepiej. Ludzie posiadają naturalną umiejętność destrukcji wszystkiego. Począwszy od idei, a na planecie kończąc. W przypadku idei wystarczy przyjrzeć się dominującemu na naszej planecie systemowi polityczno – społecznemu , a więc demokracji przedstawicielskiej o socjaliźmie nie mówiąc. Tym bardziej, że jak twierdzą niektórzy łebscy obserwatorzy i znawcy jak np. Krzysztof Rybiński lub Robert Gwiazdowski trochę już trudno się zorientować czy  demokracja stała się socjalna czy też socjalizm udaje greka czyli demokrację. Tak czy siak nasza zdolność do destrukcji ( poprzez korupcję, patologiczną biurokrację, niewolniczy system podatkowy, politykę pieniężną opartą o druk, rynki finansowe będące połączeniem klasycznej piramidy finansowej z zakładami bukmacherskimi, media, które są niczym innym jak prywatnymi instytucjami propagandy), najlepszej i czystej idei  jest wprost legendarna !  Jeszcze lepiej idzie nam w unicestwianiu rzeczy fizycznych.  Takie WTC budowano podejrzewam latami, a zburzenie trzech głównych budynków kompleksu zajęło niewiele więcej czasu niż potrzeba na wypowiedzenie trzy razy takiego zdania: ” ..o, ja pierniczę , kiedy ONI zdążyli te ładunki założyć ? ” , tak powiedział podobno jeden facio, który na co dzień robi przy kontrolowanej demolce. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to powinien posłuchać, co na ten temat mówił cztery dni później Larry Silverstin właściciel kupy gruzu zwanej kiedyś WTC i beneficjent sporego odszkodowania. We fragmencie wywiadu z Larrym, który był i może nadal jest dostępny na Youtube, usłyszeć można było takie, oto wyjaśnienia na temat upadku budynku WTC nr 7, przytaczam z pamięci więc nie słowo w słowo ale kontekst zachowany: „……więc ONI stwierdzili, że w tamtej sytuacji nie ma szans na bezpieczne, sprawne przeprowadzenie akcji gaśniczej w budynku nr 7 i , że już tak dużo ludzi zginęło tego dnia, a ONI nie chcieli już więcej ofiar i postanowili budynek wysadzić…” ONI , to jacyś bliżej nieokreśleni decydenci akcji ratunkowej, a kontrolowane wyburzenie było wprowadzeniem nowego, światowego standardu akcji gaśniczej. Teraz jak się pali za wysoko dla drabin strażackich, to wzywa się faciów o kontrolowanej demolki i ci robią w parę chwil hokus-pokus, zakładają ładunki tak na oko, potem pierdut i ogień ugaszony poprzez zasypanie go gruzem zawalonego budynku. Oczywiście wcześniej należałoby przeprowadzić jakąs ewakuację przynajmniej parteru i piwnicy. Chodzi bowiem , o to aby w ogólnym rozgardziaszu i zamieszaniu cywile nie przeszkadzali pirotechnikom, albo co gorsza podwędzili jakieś ładunki !!! Ale tego dnia, 11 września 2001 roku, nie tylko oglądaliśmy spektakl pt. ” jak zawalić WTC i skasować odszkodowanie” ale również mogliśmy zapoznać się ze skutkami  uderzeń ” Niewidzialnych Boeingów 757″, a to w glebę, a to w Pentagon. Nazwa  „Niewidzialny Boeing ” z angielskiego „Boeing 757  Unseen” wzięła się z stąd, że jak pytano uczestników akcji ratunkowych czy znaleźli jakieś części Boeingów na miejscach katastrof, to Ci odpowiadali, że nie znaleźli bo ich nie widzieli. Stąd wysnuty wniosek, że były to wersje niewidzialne tych maszyn. Jeden z ratowników popisał się nawet pewną dawką czarnego humoru, gdyż  stwierdził, że : „samolot musiał ulec dezintegracji po uderzeniu w ziemię”. Mamy więc  elementy  z filmu sci-fi, klasy B lub nawet D.  To był ” ciekawy dzień ” trawestując chińskie przekleństwo: Obyś żył w ciekawych czasach !

Post a Comment